Tytuł: Dziesięciu Murzynków
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 174
Ocena: 8/10
Dziesięcioro bohaterów książki to grupa nieznajomych, która pod różnymi pretekstami zostaje ściągnięta do willi na bezludnej wyspie. Zaproszenie pochodzi od tajemniczej osoby, której żaden z gości nie zna, jednak nie wzbudza to początkowo ich podejrzeń. Nasi bohaterowie to towarzystwo nadzwyczaj zróżnicowane. Mamy tu do czynienia zarówno z wyższymi sferami, czyli np. cenionym lekarzem lub sędzią, jak i z dwójką służących, którzy zostali zatrudnieni przez tajemniczego U.N. Owen'a. Wśród gości jest niezmiernie pobożna panna Brent, jak i szemrany pan Lombard. Cały przekrój społeczny i osobowościowy. Jest jednak jedna rzecz, która łączy wszystkich - każde z nich w przeszłości przyczyniło się w jakiś sposób do śmierci człowieka. Mała wyspa to pułapka - przez pogodę i uknuty wcześniej spisek zostaje odcięta od świata. Znajduje się na niej dziesięć osób, które ktoś kolejno zabija inspirując się dziecięcym wierszykiem o znikających po kolei Murzynkach.
Książka krótka, ale treściwa :). Christie świetnie buduje napięcie, które rośnie z każdą kolejną ofiarą tajemniczego mordercy. Każda zwrotka wierszyka o Murzynkach jest zapowiedzią tego, w jaki sposób zginie następna osoba, nie wiadomo jednak na kogo przyjdzie w danym momencie kolej... Bohaterowie są skazani na swoje towarzystwo, wiedząc, że jedno z nich jest mordercą, nie wiedząc jednak które... Sprawia to, że książkę pochłania się z wielką przyjemnością i bardzo szybko, siedząc jak na szpilkach w oczekiwaniu na dalszy ciąg :). Bohaterowie są bardzo ciekawi, choć nie są dogłębnie opisani. Ale przecież u Christie nie o portrety psychologiczne chodzi, a o intrygę :). A intryga jest świetnie dopracowana! Zresztą na 170 stronach nie dałoby się przecież bohaterów szerzej ująć ;). Ale to właśnie należy do uroku autorki i można ją za to lubić albo nie ;). Ja taki klasyczny kryminał od czasu do czasu bardzo lubię :). Tym bardziej, że ten trzymał w napięciu do końca i dopiero na ostatnich stronach pozwolił odkryć mordercę. Domyślenie się całego schematu zbrodni bez tych końcowych wyjaśnień graniczyłoby chyba z cudem, a to przecież stanowi o jakości kryminału.
Odkąd przeczytałam opis książki i później podczas jej czytania, cały czas nasuwały mi się skojarzenia z filmem "Tożsamość". Wprawdzie ani fabuła nie jest taka sama, ani bohaterowie, ani rozwiązanie zagadki, jednak widać wyraźnie inspirację książką Christie. Bo w filmie również mamy dziesięcioro bohaterów, którzy przez gwałtowną pogodę utknęli w przydrożnym motelu i kolejno są mordowani. Oni także są zupełnie różni, ale istnieje element, który ich wszystkich łączy. Film jest naprawdę świetny, choć raczej dla widzów o mocnych nerwach ;). Ja się już przekonałam, że główny motyw z "Dziesięciu Murzynków" sprawdza się dobrze zarówno w książce, jak i na ekranie, Was też do tego zachęcam :). I dołączam trailer "Tożsamości" ;)
A Wy czytaliście "Dziesięciu Murzynków"? A może widzieliście "Tożsamość"? Jeśli tak, podzielcie się wrażeniami :).
